Pani Beata padła ofiarą oszustwa inwestycyjnego. Zaufała osobie podającej się za doradcę finansowego – w ramach „pomocy” zdalnej umożliwiła dostęp do pulpitu swojego komputera. Oszust, wykorzystując dane logowania, zalogował się na jej konto bankowe i zainicjował szereg transakcji.
Z konta klientki zniknęły wszystkie oszczędności. Co gorsza – bez jej wiedzy i zgody – na jej nazwisko został „na klik” zaciągnięty kredyt konsumencki. Środki z kredytu natychmiast przelano na rachunek osoby trzeciej. Bank uznał transakcję za autoryzowaną, wypowiedział umowę i wszczął egzekucję. Z obawy przed komornikiem Pani Anna zaczęła spłacać raty z własnych środków.
Najtrudniejsze było wykazanie, że klientka nie zaciągała kredytu i nie wyraziła zgody na żadną z przeprowadzonych operacji. Bank konsekwentnie twierdził, że działania miały „pozory autoryzacji”.
W imieniu Klientki wytoczono powództwo o stwierdzenie nieważności umowy kredytu oraz zwrot nienależnie pobranych rat. Przedstawiono dowody na nieautoryzowane działania osób trzecich, w tym zdalne przejęcie pulpitu oraz historię logowań.
Sąd uznał, że umowa kredytowa została zawarta z rażącym naruszeniem prawa i w wyniku oszustwa, a Klientka nie złożyła żadnego oświadczenia woli. Uznał też, że bank nie dopełnił należytej staranności przy weryfikacji tożsamości.
Umowa została uznana za nieważną, a bank został zobowiązany do zwrotu wszystkich rat zapłaconych przez Klientkę. Egzekucja została wstrzymana, a komornik umorzył postępowanie.
Sprawa pokazała, że nawet w sytuacji pozornego autoryzowania transakcji, bank ponosi odpowiedzialność za brak należytego zabezpieczenia środków klienta. Skuteczna obrona wymagała szybkiego działania i konsekwentnego przedstawienia okoliczności oszustwa.